piątek, 30 marca 2012

raoula wypiski

Francja liczy dziś dwadzieścia cztery miliony „minikrólów”. Najwięksi z nich – przywódcy – czerpią wielkość wyłącznie z ogromu swojej śmieszności
Ponieważ nie potrafimy oprzeć naszego życia na zasadzie suwerenności, próbujemy oprzeć  nasza suwerenność na życiu innych ludzi (niewolnicze obyczaje)

Alkohol, podobnie jak tłum, narkotyki czy miłość może zamroczyć najjaśniejszy umysł. Zamienia betonowy mur izolacji w papierową ściankę, którą aktorzy mogą w każdej chwili rozedrzeć. Mówię aktorzy, ponieważ alkohol przekształca całą rzeczywistość w intymną teatralną scenerię

Nienasycone pragnienie intymnego poznania tak wielu uroczych dziewcząt rodzi się z bólu i lęku przed miłością: tak bardzo lękamy się, iż nigdy nie uwolnimy się od spotkań z przedmiotami. Poranek kiedy to rozluźniają się uściski, przypomina świt zwiastujący śmierć rewolucjonistów bez rewolucji

Istnieje opowieść o tym jak pewien książę zdobył miasto i podarował je swojej faworycie w zamian za uśmiech

Pseudokomunikacja jako sztuka dla sztuki. Ponieważ stosunki międzyludzkie są tym, czym uczyniła je hierarchia społeczna, trzeba przyznać, że obojętność jest najmniej męczącą formą pogardy. Nie przeszkadza to marzyć o wyższych formach kurtuazji, takich jak kurtuazja Lacenaire’a, który w przeddzień egzekucji polecił przyjacielowi: Przede wszystkim proszę Cię, przekaż wyrazy wdzięczności panu Scribe’owi.
Od 200 lat w muzyce europejskiej brakuje radości, ale nikt się tym nie przejmuje – co jest wymowne. Konsumuj, konsumuj: bierzemy popiół za ogień

Od księcia do menedżera, od księdza do eksperta, od spowiednika do psychologa społecznego, zasada pożytecznego cierpienia i  dobrowolnego poświęcenia zawsze stanowiła solidny fundament hierarchicznej władzy

Jeśli chodzi o mnie, to nie uznaje żadnej równości oprócz tej, którą jest moja wola życia, zgodnie z moimi pragnieniami, odnajduje w woli życia innych

Robactwo ograniczeń lęgnie się w głębiach umysłu i nic, co ludzkie, nie zdoła mu się oprzeć

Rządy humorystycznie nazywa się demokratycznymi

Miłość do dobrze wykonanej roboty oraz czekanie na awans są dziś zwykłą oznaką słabości i najbardziej bezmyślnego służalstwa

Zapytano  w sądzie pewnego robotnika czy wybiera świecką czy kościelną formę przysięgi. Odpowiedział: Jestem bezrobotny

Indywidualizm, alkoholizm, kolektywizm, aktywizm…różnorodność ideologii dowodzi, że istnieją setki możliwości opowiadania się po stronie władzy. Jest za to jeden sposób bycia radykalnym. NICH TYLKO POTĘŻNA RZECZYWISTOŚĆ TRZECIEJ SIŁY WYDOBĘDZIE SIĘ W KOŃCU Z MGIEŁ HISTORII WRAZ ZE WSZYSTKIMI INDYWIDUALNYMI NAMIĘTNOŚCIAMI NAPĘDZAJĄCYMI DAWNE INSUREKCJE ( Żyj!)

Obietnica szczęścia rozpleniła się, oferując przechodniom uniwersalny wzorzec…”ten esteta jest również mędrcem, wybiera mercedesa….”
Podnosi się czarna kurtyna. Sezon polowań na ostatniego proletariusza można uznać za otwarty. Kto pierwszy mu sprzeda samochód, mikser, barek, księgozbiór ? Kto zdoła sprawić, by utożsamił się z uśmiechniętą twarzą z plakatu reklamowego:  „Błgosławieni, którzy palą  Lucky Strike ?”
Komunardzi dali wyrżnąć się co do ostatniego, żebyś mógł kupić najnowszą wieżę Phillipsa. Bajeczna perspektywa, radowano by się tym kiedyś

Robotnicza idea: „Od zawsze walczyłem o podwyżkę płac, mój ojciec też. A teraz mam telewizor, lodówkę, volkswagena. Istotnie wcześniej żyłem jak palant.”

Bycie bogatym oznacza posiadanie dużej liczby nędznych przedmiotów

Twój wiek nie zależy już od metryki ani od tego, jak młodo czy staro się czujesz, ale od tego co nabywasz…
Pieniądz, bóg mieszczuchów. Bóg którego nie da się wzruszyć modlitwą czy kazaniem, a jedynie specjalistyczną nauką i techniką

Saint Just : „Kto rewolucje kończy w połowie, ten kopie sobie grób”. Czas na Lettriste 2 ?

Co pozostało ze szczęścia ? Szaleńcza pogoń za umykającym czasem: „bycie na czasie” – jak mówią modne pisma

Współcześni filozofowie wymieniają porozumiewawcze uśmiechy, kryjąc się za zasłoną  swojego myślowego ubóstwa. W każdym razie wiedzą, że świat pozostaje filozoficznym konstruktem, wielkim ideologicznym śmietniskiem.

czwartek, 16 lutego 2012

tytuł się zgubił w śniegu

      Sytuacja z ładną minister sportu jest trochę zabawna. Zalicza Pani Mucha wpadki w zasadzie bardzo podobne do wpadek innych ministrów, ale tu wyjątkowo się wszystko, piętnuje i kwituje męskim bassowym i fallicznym ha, ha, ha. Facebook oczywiście w tym przypadku jest najlepszym przykładem pożywki. O ile coraz mniej trenerów kadry narodowej w ostatnim czasie, to proporcjonalnie więcej publicystów. Oczywiście bezrefleksyjnych, a tylko kopiujących jeden za drugim odnośnik, kwitując to "żenada". Kompleksy onanistów ? Lacan dawno już pisał, że w dobie industrializacji procesów ekonomicznych zaczął zaznaczać się upadek imago ojcowskiej, zmierzch autorytetu ojcowskiego. Tyrania domowa wskutek zawłaszczenia autorytetu rodzinnego przez matkę to zupełnie nowa problematyka i katalog kompleksów w patologii. Mężczyźni muszą protestować, zasada i dominacja męska musi znaleźć potwierdzenie. A że mamy do czynienia że sportem i seksowną kobietą...symptomatyczne. I proszę o to stałem się nagle obrońcą Pani Muchy ! Któż by pomyślał. Ale moja obrona ma charakter estetyczny. Wolę Panią Muchę niż załóżmy spoconego Jana Tomaszewskiego, który wyraźnie ma problem z wypowiedzią, albo innych różnych takich chytrusków szukających "haków" i straszących "prokuratorią".                                                                    
      Ciekawie też ma się sprawa z reklamą Old Spice. To był wyjątkowo ironiczny obraz, spełniający wszystkie funkcje dobrej reklamy. Nie wiem kto, jak i dlaczego mógł się poczuć urażony czymkolwiek. Całkowity brak dystansu, poczucia ironii,  no ale poza ironią to wiadomo, że i brakuje też solidarności i przygodności, jak tego sobie życzyłby jeden sympatyczny człowiek. Coś jest nie tak z narodowym ego Polaków. My nie lubimy przyznać się błędów, do braku dystansu w stosunku do własnego "ja". Jesteśmy do bólu ignoranccy jeśli chodzi o kulturę ("epoka zadufanego paniczyka" z Buntu Mas) i aroganccy, gdy mówimy o sobie. Humor jest tak banalny, że sprowadza się do rasowych kawałów, ewentualnie mądrosci z demotywatorów i innych takich. I więcej nic nie napisze, bo jeszcze ktoś pomyśli, że jakiś rozgoryczony jestem. Doskonały tekst na temat nas, naszej tożsamości prof. Andrzeja Ledera w nowym numerze Krytyki Politycznej. Trywialne stwierdzenie może, ale daje do myślenia. Trochę prawdy o nas świata nie zmieni, ale zawsze miło poczytać o naszych fundamentach i to nie tych szlacheckich, ale tych faszystowskich najpierw, a następnie komunistycznych i ról Polaków w jednym i drugim totalitaryzmie.                                                    
      A że tak mało osób chce o tym poczytać, bo po co w ogóle czytać, powoduje, że na własne życzenie pozwalamy tworzyć sobie folwark zwierzęcy z naszych egzystencji. "Papu, kaku, lulu" zapewnione, więc czego chcieć więcej ? No zawsze istnieją jeszcze utopiści, marzący o lepszym świecie i bliżej mi do nich, ale od kiedy stoje bliżej Ciorana, to śmieje się trochę z tego. Podobno Orwell napisał wstęp do "Folwarku zwierzęcego", który został wycięty przez cenzurę...Pisał tam: "Wolna Anglia niewiele różni się od zwierzęcego folwarku z powieści..w wolnej Anglii niepopularne idee mogą być zakazane bez odwoływania się do siły".  
     Tak jak i u nas. O pewnych rzeczach mówić głośno nie wolno, na uniwersytecie proponuje się jedną "ztechnicyzowaną" i "uestetycznioną" myśl (nowoczesne zniewalanie umysłu). Zwyczajni ludzie z kolei, żeby coś mieć, pracują po godzinach, stoją w korkach, walczą z dnia na dzień często o przetrwanie i nie mają już nawet siły i czasu. I nie ma się co dziwić, tak skonstruowany jest ten system. Śmieszne jest, że na manifestacje w sprawie ACTA był czas i była organizacja. Śmieszne jeszcze bardziej że to była manifestacja, bo ktoś chciał nam zabrać trochę rozrywki (ściągania filmów i muzyki). Wszystko pod doniosłymi hasłami wolności osobistych i podstawowych...tylko jakoś nikt nie pomyślał że my już dawno oddaliśmy czy zrezygnowaliśmy z wolności na rzecz bezgranicznej konsumpcji tej w sieci też...na tworzenie kolejnych kont na portalach, na których zamiast cynizmu, sarkazmu i ironii obnażamy się do bólu.    

Ze spraw organizacyjnych, to chciałem arogancko napisać, że mam najładniejsze rowery w Polsce, co jest sprawdzonym info, więc kup se by wyglądać (falliczne bassowe ha ha ha, albo metaliczne hi hi hi jak głos Sartre'a). I pozwól mi zarobić milion złoty w dwa lata, zgodnie z planem, by miał za co obalać kapitalizm i wydawać se rap na kolorowym winylu.
Poza tym są ładne garnitury w kratkę w vistuli, bardzo tanio, to się ogarnijcie chłopacy, żeby wyglądać i sie podobać swym dziewczynom. Pamiętaj że po kapitalistycznych sralentynkach, dla utalitarystycznych błaznów, niebawem Dzień Kobiet - a to już naprawdę zacne święto. Znasz historii trochę ? Pamiętaj garnitur w kratkę, koszulka z Kuroniem pod spodem, trampeczki, rower, onra na słuchawkach i hipsteruj na poważnie. Dobrze pod pachą mieć też Krytykę Polityczną.
Następnie przyjść warto na SLAM POETRY, na którym są bardzo sympatyczni ludzie. Gdzie poza występami, w kuluarach toczy się lekko pijany, ale jakże konstruktywny dyskurs dla kondycji polskiej kultury !
No i bardzo prawdopodobne, że sobie zagramy koncert w połowie marca (możliwe ze z live bandem) i zupełnie nie hip-hopowymi drużynami we Wrocławiu.
Ale zanim to podobno warto wybrać się na koncert Mos Def'a i Pharoahe Moncha w Warszawie 2 i 3 marca.
No i wracam też w przyszłym tygodniu do Wrocławia na najładniejsze osiedle, w sąsiedztwo jakże miłych ludzi, bo w żaden sposób nie będzie mi to kolidowało z obowiązkami, a pozwoli swobodniej oddychać. Tutaj i wskutek pewnych wydarzeń dotyczących mnie osobiście, spadł na mnie zły cień będący drugą stroną wolności, którą Sartre nazwał "mauvaise foi". Okazuje się, że naprawić się tego raczej nie da, bo potrzeba koncyliacji (polscy politycy mówią "konsyliacji" - ignoranckie ha ha ha dedykowane betonowi) a nie tylko jednostronnej woli. Ale co zrobić ? Jedni mają za wszelką cenę chęć życia i działania, innych karmi destrudo. Wcale mi to nie przeszkadza, kwestia zrozumienia różnic, które czynią świat znośnym i ładnym.
No a tak poza tym to musze napisać że Premiership dostarcza mi w ostatnim czasie tak dużej frajdy jak Jeremy Lin i warto się jednym i drugim zainteresować.
A czy Ty w ogóle słyszałeś/aś już PROMOMIX REWOLUCJI ? Co o tym sądzisz ?
No i smacznego pączka, ja nie jem, bo jeszcze mi kaloryfer zniknie ! hi hi hi, ha ha ha.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

zanim pojawił się...powiedzmy G. Bataille część 1

Korzystając z przerwy w wypisywaniu jakichś bzdur, bo ciężko nazwać pisaniem coś co dotyczy komunikowania politycznego i innej nowoczesnej psychologii instrumentów (ekskrementów) dla skonsumowanego społeczeństwa, zatrzymałem się we Francji, lat temu 70 i 80 ! Całkowicie to droga wyboista, znaleźć się w zupełnie innym miejscu, niemożliwa bez teleportu (swoją drogą myślę o budowli teleportu już od dawna, przydałby mi się bardzo mocno, takie prywatne różne sprawy...). Przeteleportowałem się jednak jakoś niezupełnie ot tak, a na mocy całkiem niezłego historyka Rene Remonda autora pracy pt. "Francuska prawica dzisiaj". Remond jest tylko przyczynkiem, gdyż książki nie przeczytałem i bardzo wątpliwe bym w ogóle przeczytał, gdy w przedmowie dr nauk Kazmierz Michał Ujazdowski z firmy PiS śmiało swym niezachwianym piórem stwierdza:
"dla tych, którzy mimo klęski marksizmu nadal reprezentują ekonomistyczny punkt widzenia, strefa zjawisk politycznych jest obszarem pozbawionym autonomii i zależnym nie od wyborów ideowych, lecz od rozkładu sił społecznych".

Niby nic, bardzo proste zdanie, które w pełni definiuje jego osobą i firmę w której pracuje. Problem zdaje się jest jednak pojawiać, gdy Ujazdowski tym zdaniem stara się uderzyć w oponentów, dla siebie i swojej firmy (firma wodzowska przypomnijmy) zachowując prym nieskazitelności ideowej w pełni autonomicznej i niezależnej, całkowicie nieskażonej "ekonomistycznym punktem". Jeszcze poważniej zaczyna się robić, gdy próbując jakkolwiek określić profil ideowy jego firmy, mam z tym problem, a już zupełnie nieciekawie gdy się okazuje że jego firma to wódz, dobrze zorganizowany wydział marketingu i Pr, kilku zmieniających się dostojników medialnych i całe stado poddanych. No cóż taka siła norm...ideowych. Ostatnie zdanie w tym już nieco przydługawym intro to wniosek, że bardzo łatwo można zepsuć pracę naukową kogoś dobrego. A że tkliwy nihilista zawsze na pozycji dystansu ze mnie to przepraszam Pana Panie Remond za pana Ujazdowskiego. Tak samo zresztą powinno się przeprosić Thomasa Franka za przedmowę Jacka Żakowskiego w "Co z tym Kansas ?" I wielu, wielu innych.
          
Historyk Fernand Braudel zwracał uwagę, do jakiego stopnia krytyczne kategorie marksizmu przeniknęły naszą wiedzę o współczesnym świecie, nawet wśród ich przeciwników. Filozof Jaques Derrida podsumował tę aktualność w 1993 roku (czas nie całkiem przychylny dla marksistowskiej teorii!) takim sformułowaniem: "Nie ma przyszłości bez Marksa". Razem, przeciwko, po tamtej stronie... Ale nie "bez"! Można tylko dodać, że nie było też przeszłości bez marksizmu, a Marks miał swojego prawodawcę w postaci Hegla, a jak już mowa o prawodawcach to musieli się pojawić tłumacze...Ci za wzór obrali sobie Fryderyka Nietzschego - który nie chciał być ani prawodawcą ani tłumaczem i tak trafiamy na bibliotekarza Georgesa Bataille'a. Ale zanim...
Do Francji przyjechał niejaki Pan Aleksander Kojeve a właściwie Aleksandr Vladimirovič Koževnikov urodzony w Moskwie. Z rosyjską inteligencją mam ten problem, że nie potrafię zając stanowiska obiektywnego w ich sprawie, biorąc całe spektrum myśli filozoficznej. W końcu to Ci którzy mowiąc za Turgeniewem nie potrafią zając się żadną praktyczną rzeczą np. zamiast zbudować pralkę do prania, wolą obnosić się tylko swoim uniwersalnym myśleniem systemowym. Tak, za to ich uwielbiam. Do czasu przyjazdu Kojeve'a do Francji, życie intelektualne toczyło się tam wzdłuż i w poprzek linii kantyzm - bergsonizm, która to linia stanowiła oficjalną ideologią wielu profesorów. Pisał Sartre:
"W 1925 roku, kiedy miałem 20 lat, na uniwersytecie nie było katedry marksizmu a komunistyczni studenci bardzo się pilnowali, by nie powoływać się na marksizm czy wspominać o marksizmie w swych pracach seminaryjnych - gdyby to uczynili oblaliby wszystkie egzaminy. Strach przed dialektyką był tak ogromny, że nawet Hegel był nieznany" (Sartre, Krytyka dialektycznego rozumu)

Recepcja Hegla sprowadzała się do pangermanizmu, pruskości, nieadekwatności by wyrazić myśl francuską. Dzięki Kojeve i starszemu od siebie też pochodzącemu z Rosji  A.Koyre udało się zrewolucjonizować akademickie życie Francji. Ucieczka Kojeve z Rosji była czymś oczywistym, biorąc pod uwagę fakt, że spędził on kawałek życia w więzieniu. Wkrótce potem przedostał się do Warszawy z paroma brylantami w kieszeni, by po czasie codziennego łażenia do biblioteki, a przy tej okazji budowania wśród książek wyimaginowanego świata, wreszcie znaleźć się na uniwersytecie w Heidelbergu, by korzystając z wykładów Husserla i Jaspersa spotkać się z myślą Hegla:
"Przeczytałem cztery raz od deski do deski "Fenomenologię ducha". Wgryzłem się w to, ale nie pojąłem ani słowa" (Kojeve)

W końcu gdy Kojeve pojawił się we Francji przedstawił naznaczona podwójną lekturą Marksa i Heideggera interpretację antropologiczną Hegla...cdn.

czwartek, 12 stycznia 2012

lettristecrew.blogspot.com

Niebawem cała idea naszej lettrystowskiej grupy przeniesie się pod TEN ADRES. Nie oznacza to, że nie będę tu pisał różnych rzeczy, ale więcej głosów właśnie tam, tematyka wszelka.

środa, 11 stycznia 2012

karnawał na blogu, aleksandra kołłontai i coś tam.

Pisanie bloga jest zajęciem emo, ewentualnie jak to pisano o Guy'u Debordzie narcystycznym radykalizmem. Z drugiej strony, ktoś pod wpływem Bachtina i jego karnawalizacji musi ujarzmiać swoje żądze. Nie chcę żeby z tego wynikało coś podniosłego, bo pisanie jednorodnych wykładów o psychoanalizie, myśli rosyjskiej,
miłości w czasach postkapitalizmu, marksizmie i jego wątkach w liczbie 1223, czyli tylu, ile czcionką dla zdrowego oka stron czyha na przyszłego czytelnika "Głównych nurty marksizmu" Leszka Kołakowskiego byłoby nudne. Poza tym wymagałoby to jakiejś jednolitości, struktury, odpowiedzialności, bo niechby jakiś student humanistycznej szkoły prywatnej zechciałby z tych rzeczy korzystać. Inna rzecz to moja niewiedza, i  o ile o pewnych rzeczach, a raczej zarysach niektórych idei (jak marksizmu, szczególnie jego odmiany antropocentrycznej) mógłbym bełkotać rzetelnie w oparciu o źródła, których nie ma na uniwersytecie wrocławskim, to już Lacan, miłość, teologia wymagałyby większego przedsięwzięcia. Zasada niestety jest taka, że jeśli coś jest poważnego to nie może istnieć w internecie. Ktoś z kolei mówił, że jeśli nie ma
czegoś w internecie to nie istnieje, wniosek jest prosty i banalny.
Kolejnym argumentem jest, że mi ta karnawalizacja od czasów, gdy Vaneigem z Debordem zmienili życie, współgra chyba ostatecznie z naturą. Poza tym jak uprawiać przy jednolitym wykładzie agit-prop na rzecz Lettriste / lettryzmu / sytuacjonizmu ? To taka płyta, którą pisałem z duchem tego złego kabotyna i dandysa Deborda !    Wreszcie przecież mogę zlepiać te myśli, wedle własnych wyobrażeń, własnych interpretacji...łączyć, dzielić, przestawiać. To jest własnie ta "galaktyka  guttenberga" - wcielone postmodernistyczne nic.
No i ostatni argument to oczywiście czas. Taki wpis trwa 10 minut i jest powiedzmy jakiś w miarę witalny, bez określonej formy. Wykład z odpowiednimi odnośnikami trzeba byłoby męczyć z pół dnia ! Na wytłumaczenie niech pozostanie fakt, że ja tu ewentualnie tylko spisuje pomysły, coś jak Zizek. Dodam do nich trochę pułapek terminologicznych, słów których nie znajdziesz w internecie i nie wyniknie z tego znowu nic. Niesamowitą prace potrafią zrobić tacy ludzie jak Tadeusz Gadacz ze swoimi tomami filozofii, albo w ogóle Ci ludzi od podręczników akademickich. Jak oni potrafią wytrwać w takiej nudzie przez tyle czasu?! Nie lubię, mało ich czytam, ale szanuje. Wprowadzanie jakichkolwiek poprawek po czasie, uzupełnień jest najtrudniejszą sprawą, całkowicie nie dla mnie.

Latam ostatnio gdzieś pomiędzy Aleksandrą Kołłontai, Wilhelem Reichem i ogólnie mówiąć: "sexuality and class struggle". Aleksandra, gdzieś zupełnie zapomniana, której trybut powinien płacić Fromm, a żeby ją poznać to trzeba się przedrzeć przez niekoniecznie ciekawą literaturę, co niekonieczne ma miejsce u Fromma...jest bardzo aktualna. Pomijając pewne wątki samej terminologii, które mogą irytować jak chociażby odmieniona burżuazja przez uburżuazyjnienie w burżuazyjnej postaci, albo proletariat, proletariatu etyka czy proletariackie wyzwolenie to czytamy:

"introwertyczna indywidualistyczna rodzina dzisiaj bazująca jedynie na własności  prywatnej, opracowała zasadę, że dana osoba całkowicie powinna posiąść swojego partnera. Dokonała tego skrupulatnie (...) Ideał posiadania dzisiaj jest o wiele bardziej rozpowszechniony niż miało to miejsce w patrymonialnym systemie relacji małżeńskich"(...) zapewne wszyscy mieliśmy okazję obserwować sytuację, gdy dwie "kochające" się osoby na gwałt, zanim dokładnie się poznają, dążą do zawładnięcia wszystkimi swoim dotychczasowymi związkami, do wejrzenia w najbardziej tajemne zakamarki życia swojego partnera. Osoby jeszcze parę dni temu całkowicie obce (...) rozpoczynają 
natychmiastową penetrację serc i tożsamości, pragną dotknąć tej dziwnej i niepojętej psyche. Doświadczenia drugiego z przeszłości, których nie można unieważnić, stają się przedłużeniem własnej jaźni. Świadomość, że poślubieni małżonkowie stają się wzajemnie swoją własnością jest tak powszechna, że ci, którzy wczoraj żyli całkowicie osobno, niezależnie od siebie, dzisiaj nie mają oporów, żeby otwierać korespondencję partnera i czynić ze słów trzeciej osoby - wspólną własność. A przecież intymność tego rodzaju powinna się pojawić tak naprawdę dopiero  wówczas, gdy dwie osoby spędziły ze sobą znaczną część życia. Najczęściej fałszywa bliskość staje się substytutem autentycznego uczucia, złudzeniem...".


Pani Towarzyszka Aleksandra pisząca o tym w 1921 roku, wie więcej o życiu niż cała współczesna psychologia miłości. I była ze Związku Radzieckiego.

Ostatnio był slam poetycki we Wrocławiu, gratulujemy POEMOWI i uczestnikom "reszty wydarzeń" :) Poetycko więc skończyć muszę. Ostatnio z pewnych powodów czuje się jak w ostatniej linijce wiersza Broniewskiego "Mury, bruki". Nie chce mi się jej przywoływać tu. W każdym razie bywają powody takie, że chociaż nie wiem jak mógłbym się starać, to nie ma to na nic wpływu. A może się mylę i świadomość mam po prostu skrzywioną przez jakieś uczucie.