poniedziałek, 26 listopada 2012

?

Piosenki w drodze i są ładniejsze niż wszystko co do tej pory zrobiliśmy. Rezygnacja (powściągliwość?) od 'pisania automatycznego', immanencja zamiast transcendencji. Nigdy nie powinno pisać się piosenek na instrumentalnych rzeczach jak Four Tet, Amon Tobin czy Burial. Skąd wziąć muzykę ? Moi Knicks grają w kratkę, administrowana rzeczywistość ma sens tylko, gdy jest profanowana, najlepiej na ścianie pisana Caps-lockiem. Nie ma mnie na facebooku. Napisałem kilka głupot za pieniądze, kondycja status quo, ale nie wypowiadam się na głos. Listopad bezbolesny, jak nigdy.


Na wiosnę oddam kilka płyty sztuk za darmo podpisanych mazakiem, tak to sobie wymyśliłem. Przykro stwierdzać, ale Daniel Bensaid mów, nie mówi nic co nie zostałby powiedziane wcześniej. Jeszcze w sprawie odcięcia (nie znam się na tym), ale unikanie "toksycznych" osób poprawia samopoczucie.

piątek, 5 października 2012

festiwal równości

Dostałem mail. Mail, którego na pewno dostałaś, dostałeś Ty, Ty i Ty. Mail reklamę z zaproszeniem na warsztaty "Kryzys marketing i co dalej ?" Prosto z Polish Open University - Wyższa Szkoła Zarządzania. Zajęcia będą prowadzone przez kogoś kto ma dopisane prof. przed nazwiskiem, co jest o tyle warte zaznaczenia, że w tych kręgach marketingu i zarządzania to już raczej żadne wyróżnienie. Głównym paradygmatem tego "małego wycinka rzeczywistości", który jest wszędzie - w Tobie i poza Tobą (jednocześnie mówimy o immanencji i transcendencji - na wzór Boga w chrześcijaństwie) jest brak teorii i skupienie się na praktyce/działaniu. Skutkuje to dosyć logicznymi wnioskami. Po po okładać się nic niewartymi  encyklopediami, książkami ? Katarzyna Tusk może doskonale wyedukować przyszłą inteligencją swoim cyklem wykładów dotyczącym mediów społecznościowych w branży fashion.
Jednocześnie Roman Kuźniar (doradca prezydenta RP Komorowskiego) w tok fm jasno oceni dosyć słabą kondycję polskiej młodzieży, jako winę systemową - demokratyzacji nauczania. Nie braknie tu celnych arystokratycznych spostrzeń jak przystało na polskiego profesora "niektórzy nie powinni uniwersytetu widzieć nawet na wycieczkach". Brakuje tej krytyce natomiast logiki, że oczywiście "demokratyzacja nauczania jest winna" zdopiskiem dla wybranych - tych bogatych.
Inna sprawa to fakt już lekko ulatującej, ale wciąż wiszącej w powietrzu post-oświeceniowej misji edukacji, która zapewnia pracę, małżeństwo, mieszkanie na kredyt, dzieci.
Wracając do Kuźniara, czy nie można w myśl dobrej elitarnej zasady podciągnąć poziom nauczania na uniwersytetach, ta by zdemokratyzować wiedzę z dopiskiem - dla tych dobrych i chcących ? 
I kolejne pytanie, skoro w założeniu marketing/public relations, dziennikarstwo współczesne są tak anty-teoretyczne, po co istnieją jako kierunki studiów ?
Wniosek jest wesoły, epoka powszechnego cynizmu oznacza wolność. Wolność która została całkiem ładnie skodyfikowana, a nowi "intelektualiści" uczą społeczeństwo, jak poprawnie z niej korzystać.
Ten wpis jest w serwisie blogspot, wrzucę tradycyjnie odnośnik na facebook, też jestem cynikiem. Banalne upublicznianie prywatności. Z małą różnicą, ja nie jestem wykładowcą ani doradcą prezydenta.

A dodatkowo
REKLAMA  + PROGRAM FESTIWALU






wtorek, 26 czerwca 2012

mens helt


Zdrowo żyje, ćwiczę i dbam o zdrową kalorię. Może to przygłupawe, ale widząc aktywnych destruktorów dookoła, których w wieku 30 lat dopada serce, ciśnienie, lustrzyca można się zmotywować. Szczyny do poduszki z koncernów jakże popularne w czasie studiów to już w ogóle ogałacanie się z myśli i energii rewolucyjnej !  Z konfiguracji osobowości przez ten ostatni miesiąc mieszkania "na nie na swoim" powinniśmy "wywieść wszystko", ale jak to bywa zazwyczaj u mnie, dużo łatwiej jest działać w próżni, "gdy się nie ma nic pod stopami". Ciężko z autopsji ocenić, czy tu chodzi o jakiś post-materializm czy raczej nastroje dekadenckie w początkach XXI wieku, w końcu i tak rację ma pani psychoanalityk gdy pisze, że jesteśmy społeczeństwem powszechnej depresji. A postawienie sprawy w ten sposób raczej nie sprzyja kreatywności (najbardziej wyświechtany neoliberalny slogan). Wkrótce (od sierpnia?) rozpocznie się poważny żywot na kredycie, autonomia i zupełnie nowe cele, takie o których nigdy nie myślałem, a dla większości są najważniejsze w życiu. Zabrzmiało to jakbym się zorientował instrumentalnie, co jest przecież popularnym sposobem na życie wśród zwierząt historycznych - czyli nas. Te wszystkie środki - cele, racjonalizacje, obrzydliwe metody do realizowania aspiracji. Na szczęście to tylko wynik przebywania z ludźmi, czytania prasy, blogów, wpisów na facebook'u, słuchania debat w tok-fm itd. Udzielać się jednak musi, bo istnieje nawet jakaś tania teoria psychologiczna, która dobrze taki schemat opisuje. Z drugiej strony można odciąć ten instrumentalizm, tylko w tym przypadku etyka zaczyna zlewać się z polityką, a przy takim rozwoju akty woli często przegrywają. Przykro to widzieć dookoła. Za dużo Arystotelesa, za mało słońca w tym tygodniu.
Ostatnie klipy z naszego podwórka mnie przerażają, wakacyjni laid-bekowi raperzy w wersji polskiej, zawsze pozostaną tylko bekowi, bez laid'u. Może to nie ten klimat, nie ta dusza nadwiślańska, bo estetycznie to zawsze będzie tylko imitacja, w dodatku mega słabo odegrana.

Na koniec wpisu krótka zajawka. Tutaj ciągle się coś dzieje, niebawem, niebawem znikąd.

piątek, 8 czerwca 2012

krótko na euro

Złotopolscy i Matysiakowie idą na mecz. My też za tymi medialnymi symulakrami. Wyjątkowo lubię Rosjan. Mają fajne dresy, dźwięczny język, ładne kobiety i zdecydowanie dominują w "prawdziwości". W międzyczasie cały czas zastanawiam się nad Finneganów Trenem. Czy to się odmieniać jakoś powinno ? Pytanie zabrzmiało po sokratejsku, nie sądzę by ktoś chciał to skomentować.

Atmosfera gęstnieje, a latający helikopter mnie wkurwia, podobnie jak wymalowane mordy w biało-czerwone barwy, koncert LUC czy Libera w Fan Zone.
Liczę na dobrą piłkę, nie tylko reprezentacji Holandii.

sobota, 26 maja 2012

nie jestem stalinowcem futbolu

Nie jestem jak Jerzy Pilch - stalinowcem futbolu. Całkowicie nieśmieszna i pozbawiona przyjemności/ekstazy w rozumieniu Rolanda Barthesa (czytaj Barta, nie Barteza - jak rzekomo czytał go Sarkozy, wstyd !) jest relacja między kibicami  a drużynami narodowymi. Komunikacja między nimi nie jest ekstatyczna i nie stanowi remedium na melancholijną kondycję "dzisiaj, jutro, wczoraj". Do tego ta klatka na środku wrocławskiego zoo (rynku) zwaną "strefą kibica", zupełnie za darmo przez cały czerwiec. Coś będzie manifestowane. Atakuj !
I nie pisze tego po to, żeby wykrzesać z siebie jakąś nienawiść do tego sportu. Jest przeciwnie, ja uwielbiam piłkę nożną, a jej historia zaczynająca się od Pele, na Marco Van Bastenie kończąc jest magią, która mnie edukowała latami. (geografia, to dzięki tobie piłko !) Najbardziej przerażające w tym całym zamieszaniu jest posługiwanie się symbolami narodowymi. W odróżnieniu od meczy międzypaństwowych piłka na poziomie klubowym jest prawdziwym komunizmem w rozumieniu "e pluribus unum", albo niech będzie bardziej publicystycznie "melting pot".
Jeśli chodzi o Euro 2012 jesteśmy gospodarzami. Nasz deficyt tolerancji (mimo godnej podziwu tradycji z XVI wieku) może jawić się jako problem. Tolerancja - wyraz w prawicowym słowniku kojarzący się głównie z pedałami, lesbijkami, lewactwem, unią europejską i ostatecznie IV rozbiorem, nawet gdy utrzyma swoje znaczenie w czasie Euro przybierze formę bezkrytycznego paternalizmu. Ale już tato bardziej "gościnny" i mniej nosorożcowaty (Ionesco), potrafiący urefleksyjnić swoje "ja" mógłby dobrze wróżyć. Tylko skąd wziąć teorię ? Za mało Derridy, Habermasa, Gazeto W. !

Na nieszczęście za dużo moralistów, bo jak twierdzi Michael J. Sandel "staliśmy się społeczeństwem rynkowym, zamiast mieć gospodarkę rynkową" (...) "debata o moralnych ograniczeniach rynku pozwoliłaby nam stwierdzić, w jakich obszarach służy on dobru publicznemu, a z jakich powinien się wycofać". Na całe szczęście takiej debaty nie ma, a że jest jak jest, to jest dobrze. Nie wiem po co ten płacz modnego komunitarysty, który rzekomo tak dużo zarabia za swoje wykłady. Płaci się za każdą chwilę życia, a że życie codzienne nadal się kolonizuje na zasadzie podboju, wiadomo było wcześniej niż pisał o tym Habermas. W takim patogennym społeczeństwie, neurotycznych osobowości mnoży się bez liku, lęk wypisany jest na twarzach, a nadbudowa to tylko odbicie lustrzane powyższych, ubrana w inny nie zawsze ładniejszy mundur. A najlepszym produktem tej kolonizacji są cynicy. Czujmy się wybrańcami.

Rano jest najładniej. Wraz z upływem dnia robi się brzydziej i mniej znośnie. Czasami nieuchronny kataklizm dnia przetnie jakiś wiatr używek, kawy ale to i tak sprawy nie polepsza. Podmiotowość w otchłani całkowicie decentruje się. Kosmos jest w tym momencie tak samo odległy jak Chaos. Szaleńcze tempo w ostatnim czasie wyraźnie skróciło moją drogę ku "nihilizmowi doskonałemu". Zostaje ostatnia prosta.
"Dead white man" męczą mnie jak nigdy. Ich copy-writerzy ze słownikami tworzonymi na własny "dla samego siebie" użytek jeszcze mocniej.
Jeszcze inne żyjące trupy w surdutach uprawiają miłość, zapominając o mniej konsumpcyjnych walorach naszej estetycznej egzystencji. To przykład pięknej utraty wolności. Zostaje nic, chociaż dzięki temu wiem co mam robić.

czwartek, 17 maja 2012

ja liberalna ironistka

"Nie ma sposobu by, by na poziomie teorii doprowadzić do spotkania autokreacji i sprawiedliwości. Słownik autokreacji jest z konieczności prywatny, niewspólny, nieprzystosowany do dyskusji. Słownik sprawiedliwości jest z konieczności publiczny i wspólny, stanowi medium wymiany poglądów. (...) Pisarze tacy jak Kierkegaard, Nietzsche, Baudelaire, Proust, Heidegger i Nabokov są ilustracjami, indywidualnymi przykładami tego, jak może wyglądać prywatna doskonałość - samodzielne kreowanie, autonomiczne życie ludzkie. Autorzy tacy jak Dewey, Mill, Marks, Habermas i Rawls są bardziej współobywatelami niż indywidualnymi przykładami".

Na wskroś autorowi powyższych słów - Richardowi Rorty' emu, twierdzącemu że pomiędzy tymi, którzy piszą o autonomii, a tymi którzy o sprawiedliwości zachodzi podobna relacja, jak pomiędzy dwoma rodzajami narzędzi i że w równie małym stopniu potrzebują syntezy, co pędzel malarski i łom - wyłamiemy się spoza wszelkiej konwencji i zrobimy to syntetycznie na sposób Foucault'a. Koniec teorii.
Płyta się pisze.

Ze spraw organizacyjnych pragnę nadmienić, że posiadam sporo ładnych rowerów, których nikt nie ma w tym kraju. Jarasz się Giro d'italia albo Tour de France ? Oh, miło być jednym jedynym jak u Stirnera. ha! (wyczuwasz te 4 dna jak u vnm'a w tych dwóch zdaniach ?)
Także jak masz sklep i interere Cię mieć tam rowery tej marki, albo chcesz sobie kupić, to se kup.

 

Druga informacja jest taka, że zaczynają się poważne pertraktacje z lady D. na temat przyszłości, na szczęście bez szoku jak u Tofflera. Filozofia życia, wszystko do zrobienia.
A poza tym to czytam NOWY KRONOS, który pokazał mi że rozum na świecie ma się dobrze, a ten Pan jest tego najlepszym przykładem. Towarzyszy mi w podróży.

Nie wiem co z moich planów, byle udało się objechać kiedyś na rowerze Francję jak Emile Cioran i trochę porzucać do kosza, myśląc ze robi się to jak D-Rose. Nic więcej nie potrzeba.
Weekend się zaczął.

sobota, 12 maja 2012

rorty, nosorożce, gill scott

Jest to wpis czysto kontrolny, gdyż coś się pozmieniało z blogiem. Pije wodę mineralną Perlage z puszki, słucham angoli z louizjany i czytam "Zwierciadło". Do tego mam koszulkę z Jackiem Kuroniem i czuję się prawie hipster albo... hopster.

Z nowości warto donieść że od kiedy Wojtek Kidd postanowił obrazić się na rap, zebrał działa w dzieła zebrane i pozostaje czekać na płytę. To będzie nowe, posłuchaj troszkę.
Zespół Cruz wraz z raperem Zaspał zrobili równie ładną, nastrojową płytę, która może nie podobać się tylko nosorożcom, aspirującym do bycia w Żelaznej Gwardii. Z dużej litery, nie wiem po co. Nie przesadzam. Kiedyś napisałem, że po zwycięstwie PO w wyborach parlamentarnych nadejdą złe czasy i te czasy złe są. Nie będę przenosił Heideggera i niemieckiej publicystyki z lat 30. na dzisiejszy grunt, ale kilka podobieństw wskazać nie problem. Kapitalizm z demoludem można tylko opisać dialektycznie. Siła ugrupowań prawicowych/populistycznych (nie ma czegoś takiego jak lewicowy populizm) bierze się dokładnie z tych samych przyczyn. A jeśli interesuje Cię to mocniej to odsyłam do prac tej Pani z Belgii   i jej kolegi Ernesto Laclau.
 
Moi ostatni jedyni przyjaciele Eugene Ionesco wraz Richardem Rorty'm dają mi żyć w tych brunatniejących czasach. Siedząc na górze u babci można z nimi pogadać w niezłych warunkach. Bez co prawda cafe Dupont i dzielnicy łacińskiej, ale tez bez bloków, reklam, darcia mordy, studenctwa juwenaliowego bleee, ujadających psów i polskiego rapu z okien. Podoba mi się tylko Kia Sportage, którą widzę z okna.

Strasznie dużo się zmieniło od ostatniego wpisu. Naprawdę.
Może podzielę się z Tobą pamiętniku później, bo już muszę uciekać.
Buziaczki.
p.s.
Historia Benjamina Fondane, którego nie znasz, wiśnie ze słoika od babci, których też nie znasz, i zespół The Ethics krzyczący I want my baby back każą mi dzisiaj zrobić coś dobrego.