niedziela, 13 stycznia 2013

rozciąganie liberalizmu



„Żaden projekt intelektualny nigdy nie zajmie prostej i stabilnej pozycji, jedynie co, to może się rozwijać w opozycji do istniejących już wypowiedzi poprzez ich nieustającą „problematyzację” – Etienne Balibar.

Powyższe zdanie wypowiedziane przez marksistę daje nadzieje na lewicowy projekt w przyszłości. Fascynująca intelektualna skromność. Ciekawe czy zdolni są do tego wszelcy lewicowcy, którzy w założeniu uważają swoje narracje za wyższe, bardziej złożone, a problematykę konstruują w sposób dający niezwykłą łatwość przechodzenia od antykapitalizmu do bycia w sercu MFW. 

Według Źiźka ta część Realnego która nie została wypowiedziana w Symbolicznym to nic innego jak ideologia. Strasznie różne panują porządki. O ile niektóre mają podwaliny intelektualne  i są nieźle okopane teoretycznie (fetyszyzm) to inne wyznaczające kierunek działań świadczą o strasznym ubóstwie nie(świadomie) zindoktrynowanych (największa zasługa ekspansji powyższego ubóstwa przypada niestety edu-factory).
Ciekawe dyskusje toczą się szczególnie wśród liberałów. Na tych pozycjach mało kto odrobił lekcję wychodzącą poza hasłowe: pluralizm, tolerancja, wolność od, etc. Wzniosłe i aroganckie „każdy niech wybiera jak chce” pojawią się piękne: „ja zwyczajnie cenię sobie prawdę, tylko i aż tyle”. To na tyle z liberalizmu. O tym jak współrzędne liberalizmu są przesunięte za pomocą aparatów ideolo w państwie czy przemocy symbolicznej nie ma mowy. Z drugiej strony po co komu taka problematyzacja? Może to właśnie zajęcie bezpiecznej pozycji w  swoim polu i walka przemocą bez przemocy w jego obrębie stanowi sedno. Tysiące pustych znaczących wypowiedzi doprowadza społeczność do wrzenia. Wszystko wrzucone do malutkiego rondla zaczyna się gotować i idealnie spełnia funkcję „nadbudowy” w postaci liberalno-demokratycznej kultury (najlepiej wyrażonej w zdaniu „właściwie to i tak nie ma na kogo głosować, ale na wybóry trzeba iść, spełnić swój obowiązek!”) Dyskredytacja osób nietolerancyjnych dla tolerancyjnych następuje z furią godną nowego projektu metafizycznego. Kampf-platz staje się coraz bardziej przejrzysty i przewidywalny. Najsmutniejsze w tym wszystkim jednak to, jak mocno obnażają się na nim oponenci. Nie jest istotne co i jak mówisz, najważniejsze jest, że w ogóle mówisz (zabierasz głos). Ten wpis również wpisuje się w te właściwości (blogspot należy do google).   

To co napisane powyżej warto jakoś zobrazować, ale nie chce mi się. Chodzi o porządki, ideologię, pole. Stałoby się znacznie jaśniejsze. 

Z życia:
wycinam zawodników z MVP magazyn i kleje na brystolu;
knicks wrócili w meczu nowym orleanem, było mi tak smutno z piątku na sobotę po meczu z bulls;
padający wciąż śnieg uniemożliwia proste rzeczy;
człowek z hawru wybija kanał plus "na życzenie", Kaurismaki to chyba warto;
rap 40 latków ponad materią Kwe+BlackThought+RahDigga ;
miałem unikać wycieczek personalnych, ale że tysiąc śmiechów...to tysiąc śmiechów z kolejnego nowego konta na facebooku z nową selekcją znajomych po usunięciu uprzednio starego (współczesny akt rewolucyjny), no ale w końcu bez tego dziś nie ma tożsamości

 

środa, 9 stycznia 2013

co ja pisze



„Życie każdego człowieka jest encyklopedią, biblioteką, inwentarzem przedmiotów, zbiorem rozmaitych stylistyk, gdzie wszystko nieustannie może podlegać przemieszaniu i porządkowaniu na wszelkie możliwe sposoby”  (Calvino, Wykłady amerykańskie)

Nie uciekłem na drzewo, dziś na swoim miejscu, do tego wcześniej niż zwykle. Czuje się tak źle, że nie mam siły kontynuować swojej pracy po dwóch godzinach. Prawdopodobnie efekt niewyspania i życia w trybie nocnym. Z racji przeorganizowania życia codziennego ze sporym natężeniem wróciły myśli emigracyjne. Mój sezon rozpocznie się lada chwila. W praktyce, która nie ma nic wspólnego z wyobrażeniami na temat tego co chciałbym robić wszystko jest poukładane. Powodów do narzekania nieszczególnie wiele. Owszem istnieje jakaś abstrakcyjna sfera w której projektów więcej niż na integrację europejską, ale nie widzę powodu do ich nadmiernej ekspozycji. Nie potrafię uruchomić kalkulatora. A to właśnie ta kwestia może stać się zasadnicza przy wątku eskapistycznym.

Ciekawego spostrzeżenia w „Roland Barthes” dokonał Roland Barthes: „ideologia panująca to pleonazm, ideologia arogancji to dobry traf współcześnie”. Podoba mi się gdy Barthes wskazuje, że to tylko taka subiektywna szarża, bo nigdy nie posunąłby się do formułowania podobnych wniosków. Jak siadam nad Badiou to życzę również jemu takiej intelektualnej skromności. O ile Źiźek jest w tym wszystkim śmieszny i inspirujący, to koncepcje uniwersalności Badiou mogą być echem czegoś bardzo złego. Przy najbliżej okazji rozwinę. W każdym razie zaczynam tracić cierpliwość do jego myśli. Z drugiej strony jeśli to tylko taki straszak, to czemu nie?
Inny ciekawy wątek z Barthesa to cierpliwie dostosowana przestrzeń do pisania. Od paru dni moje miejsce wypełnia kuchnia. Materializm na pełnych obrotach.

Psychoanalizy, której nawet nie liźniesz na naukach społecznych daje zupełnie inny obraz przedstawiania stosunków społecznych. Polepszenie relacji międzyludzkich, jeżeli w ogóle jest możliwe wymaga czegoś więcej niż jedynie poprawy funkcjonowania instytucji czy też ustalenia reguł osiągania konsensu.
„Genealogia moralności” Nietzschego  to analiza wewnętrznych sprzeczności nowoczesności, bez analizy socjologicznej i politycznej. Nieprawda? A może zawodzi mnie ostatnio intuicja i wyobraźnia, a sklejanie setek wątków ze sobą jest wyrafinowanym sposobem zabijania nudy. Nietzsche jako punkt wyjścia do nowoczesności.

Nie istnieje możliwość społeczeństwa, gdyż żeby mogło ono istnieć, wymaga zewnętrznego elementu, który by go organizował. To wycinek z Ernesto Laclau. W ostatnim wpisie użyłem pojęcia „wojna klas”, myślę że „hegemoniczne artykulacje” są bardziej na miejscu. Duży punkt dla Argentyńczyka i jego koleżanki z Belgii.  

Demokracja przyszłości (demokratie avenir) – Derrida. Nietzscheańska podejrzliwość wobec tradycji zachodniej filozofii. Demokracja, która ma nadejść. Derrida przywiązuje w swej koncepcji wagę do rozwinięcia mesjanistycznych elementów obecnych w każdej wypowiedzi językowej. Demokracja jest dla niego obietnicą, która wymaga zaangażowania. Inspiracja Levinasem. Odpowiedzialność musi mieć charakter nieskończony, gdyż tylko wtedy ujawnia się jej prawdziwa natura. Derrida zmienia demokrację w niekończący się projekt etyczny? Idealista i antyhumanistyczny humanista.

Mam ze sobą album Bonobo. To pozwala mi się odciąć się od Obozu – biopolitycznego paradygmatu Zachodu, jak chce Giorgio Agamben w najsmutniejszej książce „Homo Sacer”. Nie do końca rozumiem jednak co Agamben ma na myśli. Z humanistycznych pobudek pisze o redukcji ludzkiego istnienia z bios do dzoe (z kultury do natury), przez co odziera człowieka z wszelkiej możliwości zaistnienia jako podmiotu decyzji politycznych czy konstytucji prawa. Tylko czy komuś z tego powodu jest źle?
Bliższy jest mi komentarz Agambena do Guya Deborda (lettriste wiecznie żywe, możliwe ze coś już niebawem ruszy)
„Marksowską analizę należałoby uzupełnić stwierdzeniem, że kapitalizm prowadzi nie tylko do wyobcowania działalności produkcyjnej , ale tez i przede wszystkim, do wyalienowania samej mowy, samej językowej i komunikacyjnej natury człowieka, owego logosu, w którym Heraklit rozpoznaje to, co wspólne” G. Agamben, „Wspólnota, która nadchodzi”. (s.84-85)

Teza na koniec. Każda wspólnota musi być immunologiczna. Koncert ATCQ w tym roku w Niemczech nie potwierdza tej tezy.


wtorek, 8 stycznia 2013

notatek pare



„Kto dostrzega problem zostaje niemy, wszak świat na wszelki wypadek pozbywa się zawodów pozwalających przemawiać widmom i głosom. Można być filozofem albo prorokiem, tylko że już nie ma etatów”. Ładne, prawie żywcem wyjęte z „Bezrobotnego Lucyfera” Wata. Jeśli nie polecałem, polecam.

Demokratyczny materializm – nie istnieje nic prócz języków i ciał (Badiou mówi „zwierzęcy humanizm”). To też ładne, w dodatku rodzi konsekwencje. W pierwszym scenariuszu chodzi o konstrukcje multikulturowego społeczeństwa, w drugim o te wszystkie eskapady prewencyjne, ochronę przed terroryzmem i tym podobne.

Stara dialektyka pan i niewolnik. Stara forma wypełniona nową treścią, uzupełniona o określone pole symboliczne. Pan myśliciel, wysokie IQ, coś tam czyta, może sobie nawet pracować. Niewolnik  - przeciętny użytkownik internetu. Blog, Facebook (puste pole – wpisz co chcesz) znikający pośrednik nowej wojny klas. Pan nie pisze do szuflady, pan potrzebuje potwierdzenia w polu symbolicznym (zanikającego pośrednika), które tworzy ta cała powyższa wariacja. Bo dlaczego nie piszemy do szuflady, dla siebie?
Czy Pan jest nadal panem skoro potrzebuje konstytuowania (utwierdzenia) ja? Niewolnicy pracują, starają się poznać, lub potwierdzają wszystko najnowszą ideą „ignorancji”, w ich słowniku „brakiem wczuwy”. Myślę, że to martwy punkt, historia dalej nie ruszy. Jeśli istnieje jakiś ruch to regresywny. Pan staje się niewolnikiem, niewolnik staje się motłochem (jego progresywne ostrze deformuje własne ciało „motłoch baranów”). Komunizmu, czyli arystokratyzmu dla wszystkich nie będzie! Liberte, egalite, fraternite!  (to tylko wycinek  - pole). Zostają ciała, języki, kynizm, internet, mnogość pól symbolicznych. Moja posthistoria. Podążam śladami Oswalda Spenglera, z tą różnicą, że mam muzykę Amon Tobin i mecze Knicksów .

Czy demokracja nie uratuje naszego osławionego Zachodu? Pyta Badiou.
Owszem, stoimy na nowo przed antycznym dylematem: albo komunizm, który trzeba jeszcze na nowo wymyślić, albo barbarzyństwo faszyzmów, które wymyślają się same. Znów Badiou.
U nas najbardziej zwraca uwagę uwielbienie republiki, tak powszechne wśród drobnomieszczańskiej inteligencji, wciąż odwołującej się do naszych „wartości republikańskich”. O jaką republikę chodzi? O tę, która powstała po wybiciu Komunardów? Tę, która urosła w siłę dzięki podbojom kolonialnym? Tę, którą stworzył Clemenceau? (B.)
W demokracji możliwy jest jedynie podmiot przyjemności ?(s.19) Badiou za Platonem – do przerobienia s.19.
„Spełnienie paradygmatu współczesnego demokraty – podstarzały rockendrolowiec, nieprzytomnie bogaty, choć zniedołężniały i zmarszczony ma niespożyte siły i potrafi wydzierać się do mikrofonu, wyginając swój stary szkielet”. Badiou klei stosy dissów. W poniedziałek - sport, we wtorek - palenie, chlanie, żarcie, środa – chce poczytać filozofię, ale robi nic, czwartek – oburza się polityką, sąsiadem i społeczeństwem spektaklu, wieczorem idzie na hobbita, piątek – podrywa sekretarkę, zgarnie prowizje za sprzedaż; sobota – melanż, niedziela – niepokoje i lęki.
Codzienność demokracji, a za nią dyskretny urok śmierci. 
Bardziej pozytywnie. Demokracje są zagrożone przez demokratów (Ranciere). Demokracja – rzeczy różne i sprzeczne. Demokrata – niekontrolowany szaleniec uwalniający popędy. Ranciere po raz kolejny do przerobienia.

Będę wrzucał obrazek. Taka kultura. Jak oceniasz muzykę, oceniaj okładkę. 

rozgoryczony konsument



Czytelnia, czyli miejsce w  którym koniecznie musisz mieć słuchawki na uszach. Wybór 7 książek. Dzisiaj po prawej, czyli tej nieuchronnej konsekwencji wolności facet w czerwonym swetrze, szaliku na szyi , dyskutujący z kolegą o tym co widać w internecie. Nieprzyjemna barwa głosu, cherry coke w dłoni. Podobna ohyda jak billboard piwa lech „za bohaterów długich nocy”. Dyskusja dotyczy sportu? Ciężko jednoznacznie stwierdzić, bo słownik dla mnie absolutnie niezrozumiały. Ale coś „Blackburn? Premiership? Można coś ustawić na facebook’u? Twitter powinien…Spoko, spoko. No wrzucaj” Wygląd wskazuje na przyszłych dziennikarzy sportowych realizujących swoją biografię w lokalnej telewizji 10-tysięcznego miasta, ewentualnie w badaniu opinii publicznej, call-center. Spłacą swoje studia za 28 lat. Mam straszną ochotę im wpierdolić, ponieważ nic gorzej nic działa na moje nerwy jak przytłumiony bełt w czytelni. No, ale nic dionizyjską edukację i faszystowską dorosłość ciężko zrównać (indistinction). Po co ja mam to robić, sami sobie spuszczają wpierdol.

Przyszły dzieci, mają tu kącik edukacyjny… Obok nowej książki Badiou. Czytelnia należy do nowoczesnych. Sprzyja tolerancji. Jest z nimi ojciec, telefon na pełnej, dzieci nie dialogują w kąciku, ale w całej czytelni, tato robi zdjęcia ze statywu. Karnawał trwa. Modernitas w butach sarmatyzmu. Fajne dzieciaki, szkoda, że ojciec już w tym wieku im spuszcza wpierdol. Badiou się krzywi, ja się wkurwiam.
Po lewej  - szyba. Dzisiaj pada. Za szybą parę pudełek metalowych na kółkach, które urosły do rangi fetyszu. To właśnie w tym pudełku twój penis jest większy, a cycki twardsze i jędrniejsze. Wpierdoliłbym wam też drodzy kierowcy, szczególnie dziś. Poza tym chłopaki z Hemp Szopu z obciągniętym rękawami, w rękawach puszki piwa. Znam to, prawdziwa jakość wolności pod sklepem ogólno - spożywczym, w którym kupisz surówki na wagę. Za szybą realne jak pensja Kwaśniewskiego, poziom intelektualny elit postpezetpeerowskich (kiedy się pusty znaczący sojuszu zdelegalizujesz?. szerzenie głupoty to bioterror, więc jesteś organizacją przestępczą, młodzi socjaliści mam nadzieje, że wy też się zdelegalizujecie;) <Sheldon Wolin „Demokracja” do przerobienia>, krytyka tabloidyzacji przez założyciela weszło.pl. W końcu ja, ego, moi – dziecinada, hobby, luksus, idee, myśli. („Mnie tutaj nie ma, jestem ideą” – Fenomenologia ducha, Hegel).  W odróżnieniu od Pana, bez mocy sprawczej. Także nie denerwujcie się, jak wam czasami wbijam igiełki drodzy przyjaciele i tak jesteście w większości idiotami. 

Zapomniałem o przodzie. Siedzę dalej, moje miejsce zajęte (różowe spodnie, futerkowa kamizelka, bleee, „wpływ mediów na dzieci”, wygląda to na wiki w formie książkowej, nie zdziwię się jak różówe spodnie i futerkowa kamizelka to też Wiki, która wygrywa zawsze swoje życie). Spojrzałem migiem w Skvoreckiego, chyba śpi, nie prześladuje. Za to uszczypliwa robi się Teresa Torańska, wszędzie „Byli”, „Byli”, „Byli”, trojaczki obok siebie, nikt tego nie wypożyczy. To nie teoria komunikowania albo metodologia badań pedagogicznych.

Co do lektury. 7 książek przypadkowych. W bardziej abstrakcyjnych konstelacjach można je jakoś łączyć. Zderzenie Alaina Touraine „Samotworzenie się społeczeństwa” z Richardem Floridą „Narodziny klasy kreatywnej”. Trochę wstyd, że ten pierwszy to dopiero nowość w naszej sarmacko – kosmopolitycznej rzeczywistości. Sarmatyzm stawiam na początku, bo to źródło wszelkich nieszczęść. Taki sympatyczny brodaty z brzuchem, głośny, mało estetyczny gate-keeper przefiltrowujący różne szlachetne myśli. Można rzec, że szybciej nastąpi katastrofa ekologiczna niż sarmatyzm rozpuści się w powietrzu (za Źiźkem). O tym prawdopodobnie traktuje podobno jedna z lepszych polskich lewicowych prac ubiegłego roku „Fantomowe ciało króla” (tak, też ją mam przed sobą). Znaleziona na półce 93/94 „historia”, trochę śmieszki, chichotki. Rozdział z Baudrilliarda, po „Porno w stereo” (fajny tytuł na piosenkę) pozostaje „Polityczne przeznaczenie uwodzenia”. Jeden rozdział z nowej książki Leszka Koczanowicza o Marksie. Krótki esej Bartosza Kuźniarza z Odry nr 9/2012 i w końcu wydawnictwo Le Monde „Co dalej z demokracją”.
Mam 6 godzin. Dostałem sms o wczorajszych Knicks i Celtics. 

Edycja: nie wpierdolę chłopakom, „możemy spierdalać” – dobiegło mnie. Dzieci natomiast okazały się dziećmi jednej z pań, która wykłada w tej wyższej szkole czegoś tam niezrozumiałego. 


poniedziałek, 7 stycznia 2013

dla organizacji

Schellingowskie Weltalter, czyli geneza Boga ("Świetowieki. Ułamek z 1815 roku").
Przed Początkiem istnieje psychotyczno - chaotyczny świat pulsujących popędów (Grund).
Oddzielanie od Grund jako konstytuowanie podmiotu?

Zwymiotowałem linią Kant Sadem do Eichmann'a. W końcu faszyści byli namiętnymi czytelnikami Kanta. (To Eichmann u Arendt, jeszcze wiele razy, nie pamiętam dokładnie gdzie, może Łaskawe?). Z. Bauman przepisał w jednej książce dialektykę oświecenia. Sade stawiający wyżej instytucje od prawa, a zarazem osobliwy anarchista? (do przepracowania). Wiedza konkretna jak u Stalina. Skvorecky mnie prześladuje, a dokładnie "Batalion czołgów". Rzecz ma miejsce w czytelni. Jeśli mówimy o przodzie zawsze zajmuję miejsce jakieś pół metra od ściany książek. Po lewej mam szybę, po prawej  i na plecach mam nieswoje oczy. Proces - przykra konsekwencja wolności. Po pierwsze ich porządek symboliczny nie jest moim. Po drugie ładna dziewczyna z metodologią badań (pilch, t.bauman) albo z jakąś diagnozą pedagogiczną, no albo z wioskami dziecięcymi. Po trzecie ten Skvorecky, po co się gapisz knedlu na mnie? Ameryka Baudrilliarda prześladuje mnie dopiero od trzeciego pobytu. To kara za mój antyamerykanizm. A dla Jean'a 0,7 absoluta vanilli za esej w Le monde po 11.09.01. W końcu paru znajomych, jest Broniewski salutujący i pijany, Miłosz pijany, nudny i wysrany przez Franaszka, w końcu Wat - żartowniś, inteligent w konwulsjach. Nie wiem co będzie jutro. W każdym razie miło się garbić, udawać starego i czytać mit o zgwałconej Europie przez Zeusa. Dowiedziałem się, że Hezjod ma większe poczucie humoru niż wszelka inicjatywa. Kapitulacja porządku symbolicznego stała się faktem, cynicznie bawię się łańcuchem znaczących, ale nie robię z tego religii jako dekonstruktorzy (brawo mój Źiźku figlarzu). Zrobiłem test na osobowość autorytarną, poza wyżej wymienionym cynizmem nic. Zmartwił mnie punkt mówiący o bezmyślnym przyklaskiwaniu, bez poddania do dyskusji.
Parę osób napisało mi kilka krytycznych zdań o rzeczach, których jestem niejako częścią. Idzie o utratę dziewictwa na rzecz karnawalizacji rzeczywistości. Tych parę osób ma rację, nadworni myślący fajnie ludzie, z którymi na pewno będę nadal współpracował, albo chociaż gadał.  
 Mój twardy dysk zginął niespodziewanie, przepracowuje go jak traumę. Szkoda paru rzeczy, naprawdę. Uwolnienie bagażu warunkuje tym, że Rekombi dał mi TAKĄ pętle, Sławek wrócił do żywych, a ja działam  w trybie nocnym. 
Zostawiam trochę pamięci na blogu, by łatwiej jutro organizować dzień.
JR Smith zgrał pick z Chandlerem na 14-8. Czas tam wracać.

Z informacji
Amon Tobin w Trenczynie w lipcu
Soulsquare świetny teaser ep
Rekombi ma robić muzę do teatru na podstawie Barthesa
U Soulpete na producenckiej ma być Blu, Othello z Lightheaded, Hezekiah i inni (brawo P.) Miło mieć na koncie wspólny oficjalny kawałek.
Mam przyjaciela T., który daje mi szczęście, niegłupie szczęście.


 


środa, 12 grudnia 2012

raport z 12 12 12

Czas leci szybko. Rano czytam, popołudniu czytam, w nocy czytam. Czasami zaglądam do internetu by pokpić z urokliwej Polski, a czasem żeby włączyć się do awangardy świata.

Czytanie trzy razy dziennie zmieniające się w efekcie w jeden ciąg, ma bardzo dużo zalet. Chodzi o intensywność, zmiany i cięcia. Po uświadomieniu sobie ile mam jeszcze tekstów do przerobienia, moja nerwica aktualizuje się. Właściwie to chodzi o tą nieustanną pogoń. Nie za tymi, którzy są cynikami i w miarę sprawnie operują słowem, a z pomiędzy ich liter wypływa pustka. Ale tymi, którzy z powodu swojego sztafażu intelektualnego nie potrafią czytać współczesnej literatury, korzystać z dóbr technologii i generalnie częściej pytają się o sens (tak filozoficznie, nie blogersko - blagiersko).  

Serwis goodreads pozwala mi wiele rzeczy jakoś minimalnie uporządkować.

Moje myśli są absolutnie zdecentrowane, gdy czytam o zwolnieniach w bankach i zwolnieniach w branży motoryzacyjnej. Zwyczajny dysonans, gdzie współczucie dla zwyczajnych jednostek łączy się z nieposkromioną radością, że źle idzie..w bankach i w motoryzacji. A rozwiązanie jest takie, że te dwie kwestie mogłyby rzecz jasna nie istnieć. To tyle z gazet. Z przyzwyczajenia siedzę w nich jak Eric Hobsbawm. "A cała reszta obojętna jak Madonna Kwietna i życie wedle własnej <najlepszej> melodii." (J. Genet, Matka Boska Kwietna, s.61.)

Jean Genet w zbyt dużych ilościach staje się niestrawny, ale to pisarz znacznie równiejszy niż Hrabal (za takie porównania powinno się mnie odstrzelić). Inaczej rzecz ma się z Aleksander Watem czy Brunem Jasieńskim, których nie chciałem docenić. Logicznie też chciałbym spytać, dlaczego zamiast "Emigrantów" w szkołach jest "Tango"?

Intensywny trening zimowy sprzyja kondycji psychofizycznej. Do tego wszystkiego dochodzą wieczory sponsorowane przez Bavarię Wit, a czasem przez Primator.

Jeździłem też tramwajem i byłem w okolicach stadionu, za którym rozpościera się szczere pole. Dziwnie jakoś.

Mój nowy numer telefonu ma pięć osób. Prosta techniczna kwestia jakże ułatwiająca codzienne życie.

Nie wiem co zrobić z albumem, właściwie jest gotowy i poza małą chęcią dogrania 1-2 kawałków nie zmieniałbym już nic.

Last but not least, Tymek kiedy będziesz?


sobota, 1 grudnia 2012

cześć, cześć!


Melchior Abłoputo:
"Właśnie rano zanotowano ogólne zniszczenie całej nowożytnej sztuki i cieszę się, że popołudnie to zapisze się jako chwila początku wykonywania tego, wspaniałego w istocie swej, wniosku. Dalsza produkcja jest zabroniona pod karą śmierci, którą na dwa lata poprzedzi oślepienie kwasem siarkowym wpuszczonym do oczu specjalnymi pipetami. Muzykom w tym samym wypadku będą obcięte obie ręce i wyświdrowane uszne bębenki i tak dalej, i tak dalej, również na dwa lata przed śmiercią. Jesteśmy dumni, że rozpoczynamy to wielkie dzieło. Idea ta rozprzestrzenia się po wszystkich częściach Starego i Nowego Świata. Niech żyje Automatyzm! Cześć! Cześć!"

No cześć, cześć ! I mały sampler z nadchodzącej ode mnie rzeczy do posłuchania tutaj!