sobota, 31 grudnia 2011

Coś sie kończy coś zaczyna

Wydarzyło się w ostatnim czasie tyle rzeczy, że ciężko to wszystko ogarnąć.W sprawach, które już schodziły wielokrotnie na dalszy plan trwa wiosna. Przy innych odwrotnie - słońce zachodzi i raczej wątpliwe, żeby jeszcze miało kiedyś sie obudzić. Ale nie ma tego złego. Ze wszystkiego można wyjść jeszcze mocniejszym, zaaplikować kilka dawek orgonu i na nowo szukać.
W nowym roku planów milion dosłownie. Fajnie, że wszystko zaczęło się kręcić po staremu. Z O. nagraliśmy zupelnie spontanicznie rzeczy, których sami się nie spodziewaliśmy. My jednak ciągle potrafimy !
Poza tym Rewolucja Życia Codziennego nadchodzi wielkim krokami.

 
Raoul Vaneigem changed my life !
Tak poza tym z racji sylwestra i tego, że sezon NBA rozpoczął się na dobre to taki spontaniczny zrobiony dosłownie w pare minut kawałek to odsłuchu !
Lettriste Crew - BasketRap KLIK KLIK !
 Spełniajcie marzenia w 2012 !

Zapomniałbym ! 5 stycznia czyli w czwartek w Puzzlach we Wrocławiu o godzinie 20 jest SLAM POETYCKI !
Wpadajcie !  Więcej informacji tutaj 

wtorek, 13 grudnia 2011

O nie wiem czym

   Miał Goethe o Heglu pisać: "kiedy znakomity myśliciel (...) zabawia się, sofistycznie wykoślawiając idee, by poprzez sztuczne, wzajemnie znoszące się słowa i zwroty probować  ją zanegować i zniszczyć, to juz nie wiadomo, co o tym powidzieć".
Ja też nie wiem tysiąc razy co mam powiedzieć, jak oglądam ludzki zwierzyniec, z nim i wokół niego egzystuje, przecież wyjątkiem nie jestem ! Nikczemnicy z trupem w ustach postanowili obrzydzać sobie świat, zupełnie niepojęte. Rozdarci rywalizacją, kształcą się ponad miarę, a i tak są szarzy, brzydcy i przeciętni. Nie potrafią pisać, mówić i słuchać. Głupcy !
   Dopiero dzisiaj głupiec ja dowiedział się, że jest tom nr 4 prac Andrzeja Walickiego  "Rosja, Polska, marksizm". Pare dni natomiast temu, że jest taka płyta "Undun" The Roots. A ostatnio jeszcze o zdjęciach Roberta Scotta Schumana - Sartorialista . O możliwościach fotografii jako emancypacyjnym medium bardzo ciekawy artykuł  w Odrze Łukasza Andrzejewskiego. Autor powołuje sie na pracę Jacquesa Ranciere, której nie znam i wstyd mi z tego powodu. Wiem, że Ranciere napisał niezłą "Nienawiść do demokracji", którą kiedyś czytałem na trasie Legnica - Wrocław - Opole i gdzieś jego nazwisko kojarzy mi się z Czytaniem Kapitału, ale nie wiem, a nie wiedzieć nie przystoi. Jest to też symptom, którego nie polubię, bo w istocie świadczy i znaczy że zajmuje się ostatnio jakimiś bzdurami. Sprawa ma się o tyle gorzej, że jeśli nie pojawia mi się taki Ranciere na horyzoncie, a cały nasz kraj jest spóżniony jakieś 30-40 lat za Europą Zachodnią w  podobnej materii, to gdzie ja jestem ?
Przecież tu nie chodzi o to, że jest więcej kryształowych pałaców, trochę ładniej ubranych ludzi na ulicach i równiejszych ulic. Albo o to że Twój internet ma łącze 20 mb i masz fajny laptop ! Tu chodzi o kapitał kulturowy, czyli o to co możesz znaleźć na półce uniwersytetu, nie mówiąc o lokalnych bibliotekach, a już w ogóle o mniejszych miastach nie wspominając. Wpadam w grudniową depresję z tego powodu. A jak widzę głupkowate ryje dodatkowo w telewizji różnych Czarzastych, Rozenków, Niesiołowskich to depresja pogłębia się. Nie chodzi o ryje, ani o to, że oni nie mają podstawowej  zdolności do jakiegokolwiek uruchamiania myśli, ale o to, że już nie używają języka  ludzi.
Tyle CO2 zamiast idei na codzień, że tylko zamknąć się w wieży z kości, ale niespecjalnie mi to współgra z charakterem. Zresztą próbowałem się zamknąć, ale nawet tu przecież w grę wchodzą różne gierki w stylu, kto da więcej za tę wieżę ? Neoliberalizm jest wszędzie. Jak ja kocham te wszystkie agencje nieruchomości! Chyba, że CO2 to taka idea. To trochę podobnie jakby  Źiźek krytykował Derridę, że postmodernistyczna krytyka wielkich narracji sama przecież  się staje w końcu wielką narracją. Krytyka intelektu, którą przedstawiał Henri Bergson jest fascynująco aktualna i dodaje mi tyle energii, że pozwól mi pisać by żyć ! Cóż za  banalna górnolotność, prawie tak jak marna płyta niezłego przecież rapera Tetrisa. Mój duchowy zwrot oh ! ku letryzmowi, Debordowi, Vanegeimowi wynika tylko i wyłącznie z  tego. Tak samo nienawidzę intelektu, który wszystko rozkłada na części, buduje jakieś heglowskie systemy, a i tak niczego nie potrafi ując w odpowiedni sposób. Nienawidzę też politologii ze swój rasizm kulturowy i horyzont anglosaski. Nie mówiąc już o komputerach, htmlach, przez które mi puszczają nerwy jak nigdy. Niszczyć komputery jak  luddyści wzywam ja ! I przecież o tej nienawiści to tak w nieskończoność mógłbym rozprawiać.
Tylko jakie ja mam wyjście ? Rzucić bombę w uniwersytet, pzpn, sejm czy inną biedronkę ?
     O Unii Europejskiej w dobie kryzysu nie napisze nic. Nienawiść moja bowiem uwypukla się do demokracji elitarnej, a do Radka Sikorskiego estetycznej sympatii nie żywię. Mimo, iż czasem leciwy Habermas powie coś kojącego na duchu, to generalnie jak pisał Goethe do Zeltera: "Co Pan sądzi o tym wielkim wydarzeniu ? Świat stoi w płomieniach, a przy tym wszystkim ma być rozprawa przy zamkniętych drzwiach".
Federalizm ? Traktaty ? Europa dwóch prędkości ? Zmiennej geometrii ? Europa a la carte ? Po co to komu ? Idą święta, zakupy trzeba zrobić, obejrzeć coś tam, naźreć, chlusnąc co nie co, kościół odwiedzić i czuć dobrze, odkładając na później swoje samobójstwo.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Changer La Vie

Uwielbiam anegdotę Slavoja Źiźka:
Na bezludnej wyspie bezdomny wieśniak po seksie z Cindy Crawford poprosił ją o jeszcze jedną przysługę: "czy mogłabyś ubrać moje spodnie i domalować sobie wąsy ?" Zdezorientowana Cindy uzyskuje zapewnienie od wieśniaka, że nie jest dewiantem i generalnie to nic takiego, ale bardzo mu na tym zależy. Spełnia jego prośbę, ubiera spodnie i maluje wąsy. Na co wieśniak do niej: "Nie uwierzysz, uprawiałem dzisiaj seks z Cindy Crawford !".

Jakże celnie i prawdziwie, a zarazem smutno o naszym społeczeństwie.
Changer La Vie !

sobota, 19 listopada 2011

Ostatnia wartość w czasach niepewności

        Kiedy już postanowiłem ten tekst napisać, poczułem się swobodniej niż zazwyczaj. Tytuł jest zwodniczy, a sprawa jest powazna, bo o podsystemie miłości słów kilka napisać chciałem. Na początek zaznaczam, że punktem wyjścia jest jej platońska definicja - rozumiana jako relacja między dwoma osobami, które tworzą tylko ze sobą idealną całość. Jeśli ta definicja wyda Ci się nazbyt idealistyczna, to nie musisz czytać dalej. Bezwstydnie przyznam, że jest to definicja, z którą się identyfikuje. Prawo piszącego. Także jeśli nie chcesz, nie czytaj, bo nie masz po co. A i ja nie wejdę w kategorie ciekawsze przypisywane ludzkiemu zwierzyńcowi, z powodów moralno-estetycznych i przecież nie zdefiniuje brutalnie za Kantem - miłości jako kontraktu, czy bardziej współcześnie utylitarnego używania/zużywania siebie/wyżywania się na sobie wzajemnie. Chociaż biorąc pod uwagę wszechobecną logikę rozumu medialnego, to mogłoby być ciekawiej. Może innym razem. Druga sprawa, która należy określić to oczywiście metodyka. W tym przypadku ściągam okulary krytyczno - paranoiczne, ale nie poddaję się despotii rozumu praktycznego, bo najzwyczajniej jestem do tego niezdolny, bo i we własnę zdolności wątpię. Także niech to co napisze będzie moim acte gratuit, czymś zupełnie innym.
        Paroksystycznego zapału pełen ja w dbaniu o sprawy prywatne, a że podobno autonomiczną jednostką jestem, bo i w autonomicznym społeczeństwie żyć chcę (czyli takim, które nie głosuje na PO, PiS i nie traktuje poważnie Tomasza Lisa, Jacka Żakowskiego czy innego Rafała Ziemkiewicza) to wpadam w setki pułapek, które czyhają na mnie i potem je w iście Brzozowskim stylu analizuje. Jako, ze nie istnieje dla mnie w miłości przemoc i bergmanowski chłód to i rozwiązania sa trudniejsze. Na nic poradniki przecież i cała masa kolorowych pism, które tylko konserwują umysły naszych rodzimych, już zakonserwowanych (ciekawe na ile pokoleń przenosi się syndrom homo sovieticus, może ktoś to zbada ?). To nie jak w polityce, że można zamienić się w krwawego Borgię, czy też mojego idola od spraw beznadziejnych Saint-Justa, urządzić noc długich noży, kilka precyzyjnych szafotów zorganizować , schować kilka trupów w szafie i po sprawie (Niech wyjątkiem niechlubnym pozostanie Louis Althusser, ktory udusił swoją żonę...) Nie pomoże też żadna z przydatnych lektur choćby Houellebecqa czy socjologa Giddensa. Na nic nawet szalona emancypacja w dzikim kapitalizmie, tępe korzystanie z wszelkich uroków Tajlandii i innych podróży astralnych. To tak beznadziejne jak robić kapitalizm bez Adam Smitha czy Kalwina. Pozbawione istoty.
       Miłość nie jest postmodernistyczna i jeśli Prawda nie istnieje, to akurat w tym przypadku nie da się bez niej obyć. Mimo, że sam tekst, ktore piszę paradygmatycznie jest adlingwistyczny, to miłośc należy do paradygmatu referencjalnego. Miłość nie spełzła na niczym, nie podzieliła się na kawałki oddzielne od siebie, pozostawione grupie ekspertów (terapeutów). Miłość to ciągle strukturalna forma, którą definiuje Prawda ! I tego należy się trzymać.

czwartek, 3 listopada 2011

o wolności na szybko i takich tam innych mini sprawach

     Nadchodzą czasy, że zamiast różnych ideologicznych gierek i sięgania w ich konotacje ideowe z całym bagażem konsekwencji, zacznę wdrażać różne przewodniki dotyczące strategii, marketingu, prowadzenia firmy itp. Mało w tym przyjemności, bo ile takiego Druckera, z calym szacunkiem dla niego, można poczytać  w jakimś autobusie to wnioski są z tego tak banalne, że generalnie przy małym zaangażowaniu, przyprawieniu tego wszystko jakimś Lesterem Thurowem (pamiętaj "Fortuna sprzyja odważnym"!) mógłbym spisywać to już dziś. Wiadomo, że to wszystko zly permisywny kapitalizm, ale przecież tyle ile energii w nim drzemie, że widział to już nie tylko Marks i to całe towarzysto, które zrobiło sobie z tego religię, ale nawet taki Walter Benjamin, do którego mi jakoś ostatnio bliżej.  Rzecz oczywista nie w tym, żeby po rawlsowsku redystrybuować w imię jakiejś sprawiedliwości społecznej, ale żeby tym siłom zmienić wektory, obrócic przeciw źródłu. Czyli nic nowego. Pytanie tylko, kto/ co miałoby być siłą sprawczą ? Prekariat ? Inteligencja ? Ktoś nawiedzony ? Raczej nie. Także Czernyszewskiego "Co diełat?" aktualne zawsze.

     Cóż za ciekawe dysputy ostatnio stoczyłem z różnymi osobami...Odwieczny temat wolności nigdy nie spada z podium. Oczywiście na pierwszym planie pozorwana albo formalna wolność, rozumiana jako całkowita autonomia na każdej płaszczyznie ze strachu przed wolnością pozytywną. Całkowicie utopijna jest sama myśl o kontrakcie na mocy którego, podejmujesz pewne ryzyko utraty swej "cnoty", by jednak przecież ostatecznie dzięki niemu poszerzyć zakres wolności indywidualnej (ta logika jest znana od Arystotelesa już). Bez umowy atomizacja sprowadza się do świata Hobbesa, gdzie każdy każdemu wrogiem, konieczność i katalaksja staję się kluczowa, a postawa etyczna to  sytuacjonizm. Bo jak można chronic wolność bojąc sie samej wolności ? Korzystanie z niej nie jest dane ot tak, tego trzeba się jej uczyć całe życie. I nie istnieje jakaś mądrość, jakby chciał tego Hayek, która stoi ponad rozumem i ma decydować o wszystkim.
Wolność negatywną i pozytywną rozumiem za Izajaszem Berlinem i jego esejem napisanym w 1958 roku. W szybkim skrócie negatywna to wolność od czyli od "czegoś" ingerencji, przymusu, przemocy. Ta druga to wolność do, czyli ta dążąca do bycia samemu sobie panem. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że mówa o tym samym. Nic bardziej mylnego, bo jak pisze sam Berlin:
"są to dwie głęboko różne i nie dające się pogodzić postawy wobec życia (...) każda z nich wysuwa żądania absolutne".
Ostatecznie dla Berlina jak wiadomo wolność pozytywna musi przerodzić się w tyranie i narzędzie ucisku. Ale czy rzeczywiście tak musi być ? Cały błąd Berlina polega na tym, że samostanowienie nie zawsze musi prowadzić do podporządkowania człowieka. Przecież wolnośc pozytywna to nic innego jak stawianie sobie CELÓW przy nieustannej krytycznej ocenie własnych motywów, obserwacji innych ludzi i ogólnie stosunków społecznych przy realizacji tych celów. Rzecz w tym przecież, żeby maksymalizować ludzki potencjał i stale się rozwijać. Z wolnością negatywną jest problem taki, że klasyczny liberalizm nie widzi jednej podstawowej sprawy. Co wtedy, gdy ludzie nie mogą korzystać z pewnych rzeczy, bo brak im środków, a ten stan wykreowali ci, który akurat przynosi odopowiednie pożytki z pełną świadomością negatywnych konsekwencji dla tamtych. Co z faktem, że Ci ktorzy ustanawiają ustrój, co prawda możę nie dązą do poszkodowania innych to jednak i tak jest w konsekwencji nieuniknione ? Czy nie jest to naruszenie wolności negatywnej ?   
I żeby nie było. Lubię profesora Berlina za Rosję, za esej o Hercenie i Tołstoju, za listy z Andrzejem Walickim i za jednak wskazanie jakichś reguł ludzkiemu zwierzyńcowi.

Jest listopad. W przeciągu ostatnich kilku dni padło tyle różnych decyzji, ile nie padło w całym roku. Najpierw mnie liczą na deskach, później dostaje znów jakiś zastrzyk energii znikąd i znowu mnie liczą, tak w kółko. Nie jest to normalne, ale w paranoję nie wpadam. Poza tym czytam "Trzy dyskursy miłosne" Macieja Gduli, totalnie nie wiem co w polityce i całkowicie nie mogę spać.

niedziela, 30 października 2011

modernizacja jestestwa w społeczeństwie ryzyka

     Ulrich Beck napisał o ryzyku już dawno, w latach 80 po niemiecku. Ja sięgnąłem po jego pracę przy okazji licencjatu dotyczącego socjaldemokracji, jakieś 4 lata. Beck pisał o ryzyku spowodowanym nieustannym modernizowaniem się społeczeństwa. Wracam do tego Becka, bo ostatnio też myślę o samozmodernizowaniu się, np. wiem, żę przydałby mi się tablet. Zamiast 3-4 książek na każdą podróż czy krótszą, dłuższą, czy nawet do pracy byłoby lżej i wygodniej. Jakie to przyniesie ryzyko ? Albo samozmodernizowanie w kontekście jakiejś rozrywki, żebym mógł się nieświadomie cieszyć z jakiejś głupoty. Albo o samochodzie w końcu, najważniejszym dodatku każdego Polaka. Dodatku...dodatek nie mógłby w taki sposób kształtować duszy i myśli nowoczesnego Polaka, przepraszam. Nie mówiąc już o tym, że generalnie no mógłbym ten samochód mieć dla siebie, ale jeszcze lepiej jest, jak Ty o tym będziesz wiedzieć ze go mam, bo tylko wtedy to ma jakieś znacznie. (Coś jak z pisaniem do szuflady, które jest idealistycznie naiwne. Po to piszę, żebyście o mnie pisali, recenzowali ! W tym rozkosz). Albo szerzej o całej tej motoryzacji ? Czemu nie. Wtedy zamiast w ogóle mówić o Becku (no bo kogo on obchodzi), mógłbym pisać bloga o autach, o nowinkach, silnikach, osiągach, mocy, koniach mechanicznych ! Jak TVN Turbo. Mało tego, mógłbym jak jeden sąsiad wyciągać swój motor i trochę pokręcić gazem z 10-15 minut, orgazm! Oczywiście stadny, musiałbym mieć kolegów podobnych ! W końcu mógłbym też się mocniej upłynnić i stać bardziej economicus homo. Potraktować na przykład potencjalny związek jak firmę czy spółkę, jak radzą kosztujące 9,90 zł czasopisma dla nowej inteligencji korporacyjnej, kryjące się pod jakże ładnie brzmiącym tytułem "Coaching". I jak tu nie postawić neoliberalizmu przed trybunałem z jego całym bagażem ideologicznym ? W końcu większość nadal tkwi w miejscu, w którym świadomość jak gdzieś pływa to tylko w iluzji, a poza tym nie istnieje. A Ci bardziej refleksyjni, którzy to wszystko rozumieją, całe życie cierpią skąpani w resentymentach gdzieś na szczytach rozpaczy, albo całkiem nieźle sobie radzą, bo stają się cynicznymi. Ciekawe czy to da się pomieszać jakoś i czy Ci smutni potrafią być cyniczni. Taki zdaję mi się czasami być Emile Cioran, tyle że on non stop blefuje. Można też rozgrywać wszystko w relacjach jak w serii gier. Nigdy nie kończąca się konsumpcja i wymiana na wciąż lepszy model. Przy okazji zresztą podniecająca sprawa, ale wracając na chwilę, to jeszcze w tym "Coachingu" był jakiś artykuł w którym powoływano się na Baumana i Fromma...tylko w taki sposób, jakby ktoś jednak nie potrafił czytać powyższych ze zrozumieniem. Smutne to jest, do czego można używać całkiem niezłych myśli całkiem dobrych pisarzy. No, ale w każdym razie warto, potem zawsze żonglerka słowna, nazwiska, tytuły, terminy.... w towarzystwie...boom, podnieta razy 100. Wiedza służy władzy, ile razy już to zostało napisane...
         Repolityzacja która dokonuje się wraz ze skutkami ubocznymi modernizacji jakby tego chciał Beck, ma miejsce, ale tylko w drugiej części zdania. Nie ma miejsca na repolityzację, jest miejsce na uboczne skutki modernizacji. Chyba że ktoś chciałby zdefiniować nową/starą? repolityzację. Może mowa o tzw. subpolityce ?
        Beck mówi, że musimy inaczej ponazywać to wszystko, stąd ta repolityzacja. Wszystko ginie na poziomie narodowym i przenosi się w jakąś nieokreśloną przestrzeń. Dzięki temu tworzy się nowa platforma problemów, a żeby je rozwiązać, potrzeba nowych nauk społecznych ! To inspirujące ! No, ale ktoś pochwalił nauki społeczne. Czas wracać na studia.

wtorek, 18 października 2011

o plycie !

Czas na prawilny wpis, bo pytacie o płytę. Wyjaśniam poniżej.

       Przeliczyłem kawalki, to zrobiliśmy wstępnie ich 17, w wersji niechlujnej, czyli mojej ulubionej. (1-szy powstał 14 sierpnia, data nieprzypadkowa, moje urodziny !) W szybkim skrócie na płycie będzie jak: "Ulrike Meinhof i Andreas Baader tylko z happy endem", będzie przejażdżka z "Wiedzą Radosną", a przy okazji z samym Nietzsche taksówką. Z koktajlem Mołotowa i dziewczyną za rękę będziemy stać na Shellu i krzyczeć "Viva Nigeria". A żeby było ciekawiej, parę bomb poleci pod buldożery co niszą falanstery. Przypadkiem spotykam też w Nowym Jorku Spike Lee (zupełny zbieg okoliczności!) Pośmialiśmy się ze słabej gierki Carmelo Anthony'ego w Madison Squre Garden. Było to zresztą zaraz po tym, jak przestałem się obijać po galaktyce guttenberga i jeszcze przed tym, jak krzyczałem coś w stylu: "to nasz rucker park, shoot block and pass !" Postrzelamy też sobie trochę z AK - 47 w czystą brudną prawdę, w społecznościówki i rozproszkowane umysły, a zeby to miało jakiś głębszy sens to nawet sobie w głowę Berretą pociskiem 9 mm Parabellum. Jak widać, znajdą coś dla siebie i zwolennicy Dionizosa i Tanatosa. Rozdwojenie jaźni.  
Będzie też trochę zapisków z getta, żeby było bardziej rapowo, wiadomo i prawdziwiej. Bedą refleksje z biografii poharatanej, by i tak wyznać, że mimo 26 lat już sformatowałem się na starego Kołakowskiego. W końcu i tak najlepsze będą typowo lettrystowskie znudzone miejskie opowieści o niczym. Lekko podpite, odwrócone, dużo obserwacji, aż za. Podwale we Wrocławiu to najlepszy punkt do pisania takowych. No nie może też zabraknąć polityki... mój ukochany prezydent RP dowie się chociażby dlaczego nie całuje sie kobiety w rękę... Moralistyka jakbym chodził w bluzie prosto, muszę nabyć, bo podobno nie dla lamusa - jak mawia reprezentant nowej inteligencji polskiego rapu - postmodernista Sokół. No w końcu też wytłumaczymy, dlaczego nasz język wyprzedził świadomość, dlaczego obrzydzamy widowisko jak nogi cellulit, jak to możliwe być jednocześnie arystokratą i jakobinem (ho ho), czy co w efekcie powoduje połączenie majaków wariata, błota makadamu i autostrad ? Skit będzie psychoanalityczny, beautfiul struggle serio, każdy tak ma (jedyny prawdziwy numer na płycie, dlatego najkrótszy, wciąż jednak sen spędza z powiek, czy powinien on tam się znaleźć !) . Napomknę też, że zawsze chciałem byc psychiatrą (nic straconego!) Będzie też coś o farmaceutce jednej, o tkliwym rozliczaniu się z płcią przeciwną - czyli o tym jak można zabić się własnym długopisem (liczymy na wsparcie komercyjnych mediów!) i o różnych nowoczesnych ekspertach w stylu p. dukan, czy mój idol j.p wiśniewski. No i jak już to zrobimy trochę bardziej chlujnie, czyli jak będę miał dwa dni czasu, bo dłużej się nie nagrywa takich rzeczy, to zgłoszę się do moich ulubionych kolegów raperów. Tylko nie wiem jak to wyjdzie, bo jeden pisze dr, a drugi chyba już nie żyje.
      Postaramy się Wam to dać jak najszybciej, ładnie opakowane i w ogóle może mediatycznie nawet jakoś też. Duch czasu jest bezwzględny !
Zapomniałbym ! Jeszcze swój wiersz ma dograć jeden poeta i to będzie druga prawdziwa rzecz na tej płycie, mamy nadzieję. Zapomniałbym drugi raz ! Muzykę robi jeden człowiek, taki jeden Oh No z Wrocławia.